Odszedł cichutko, tak jak żył. Kiedy cztery miesiące temu trafił do domu tymczasowego, wierzyliśmy, że to tylko przystanek w drodze do nowego, stałego domu. Okazało się, że był to jego ostatni przystanek.
Ze schroniska wyszedł wrak psa. W DT, dzięki dobrej opiece i odpowiednio wprowadzonemu leczeniu jego kondycja była coraz lepsza, uwielbiał korzystać ze słońca i wygrzewać się w ciepłym posłaniu.
Cztery miesiące. Zawsze jest to za mało i zawsze zostaje żal, i pytanie: dlaczego? Pocieszamy się, że nie odchodził samotnie za kratami schroniska, że ostatnie miesiące przeżył godnie.
Ogromne podziękowania dla Pani Grażyny Malak, która dała mu nadzieję oraz dla Pani Mai Kowalskiej, która była z nim do końca.