Czasami nawet cisza nie jest w stanie unieść tego, co czujemy.
Dziś w nocy odeszła Lilka
.
Cichutko… spokojnie… jakby nie chciała nikomu przeszkadzać, dokładać bólu.
Nie zdążyła dojechać do całodobowej kliniki.
W drodze po prostu zasnęła… na zawsze
.
Nie potrafimy w to uwierzyć.
Nie potrafimy tego przyjąć.
Każde zwierzę, które trafia pod naszą opiekę, jest ważne. O każde walczymy do końca.
Ale są takie dusze, które zostają z nami inaczej… głębiej… na zawsze.
Lilka była jedną z nich.
Jej życie nie było łatwe.
Porzucona, przywiązana w lesie, zdana tylko na siebie… A mimo tego nie straciła wiary w człowieka. Nie zamknęła serca.
Kochała. Ufała. Cieszyła się każdym najmniejszym gestem dobra.
Ostatnie miesiące były walką – trudną, nierówną, pełną bólu i niepewności.
Jej organizm powoli gasł…
Ale jednocześnie to był czas, w którym po raz pierwszy naprawdę żyła.
Miała swój ciepły kąt.
Miała mięciutkie posłanie, pełną miskę.
Miała ludzi, którzy ją przytulali, mówili do niej, byli obok.
Miała miłość.
To coś, co dla wielu jest oczywiste, dla niej było wszystkim.
Tak bardzo chcieliśmy, żeby zdążyła nacieszyć się tym światem dłużej… Żeby w końcu było już tylko dobrze.
Żegnaj, Kochana…
Nie tak miało być.
Zostawiłaś po sobie ciszę, której nie umiemy niczym wypełnić… I ślad w sercach, który zostanie z nami na zawsze.
Dziękujemy Ci za każdą chwilę, za zaufanie, za Twoją cichą siłę…
Astrido, Doroto, nie ma słów, które oddadzą naszą wdzięczność. Dałyście jej to, czego wcześniej nie miała – bezpieczeństwo, czułość i prawdziwy dom. Byłyście dla niej całym światem. Jej Aniołami. ![]()
Śpij spokojnie, Lilko, już nic nie boli, nic nie ogranicza ![]()
.