Kubuś i Ptyś, panowie po przejściach – adopcje staruszków

O Kubusiu i Ptysiu opowiedziała nam pani Marta:
„Adoptując starsze psy doświadczamy uczuć jakich nie poznamy opiekując się młodym psem. Tak było w przypadku adopcji Kubusia, który przypominał misia Puchatka. Długie lata spędził w patologicznej rodzinie. Zamiast miłości i poczucia bezpieczeństwa znał tylko głód, przemoc, chłód i często walczył o przetrwanie na ulicy. Jakby było mało nieszczęść, trafił w końcu do „schroniska” w Wojtyszkach. Kiedy Kubuś przybył pod nasz dach mógł mieć około 11 lat. Przeżył z nami jeszcze intensywne, szczęśliwe cztery lata. Czerpał z tego co dostał całym sobą. Cieszyło go wszystko, a olbrzymią wdzięczność i bezwarunkową miłość delikatnie okazywał na każdym kroku. Nikt nie nauczył go takich reakcji, bo zamiast głaskania były tylko ciosy i złe słowo. Mimo fatalnych doświadczeń Kubuś pojął w lot nowe reguły życia. Wiedział, że potrzeby załatwiamy na spacerze, że nie zaglądamy kolegom do misek, że trzeba dzielić się moją uwagą z innymi psami, a koty są nietykalne. Kochał swoje ciepłe legowisko, pełną miskę, spacery i czworonożnych przyjaciół. Był małym strażnikiem porządku i dobrego wychowania, bo potrafił też strofować młodszych braci za brak dyscypliny i młodzieńcze wybryki. Ten psi senior nauczył nas cierpliwości, spokoju, ale przede wszystkim radości z każdej przeżytej chwili. Staruszek Ptyś trafił do nas z interwencji i bardzo złych warunków, schorowany, zaniedbany. Wiek i trudne życie odcisnęły piętno na jego kondycji i zdrowiu. Na leczenie jego przypadłości było już za późno, jednak odpowiednia opieka weterynaryjna pozwoliła mu przeżyć z nami dwa lata. Dla człowieka to może krótko, ale dla psa to bardzo dużo, zwłaszcza na ostatniej prostej. Jeszcze nie spotkałam psa, który byłby tak wdzięczny za tak niewiele. Jego miłość do wszystkich wokół i radość, mimo choroby, były niesamowite i do tego ten wielki uśmiech. Możliwość spacerów czy siesty w towarzystwie człowieka były dla niego najradośniejszym wydarzeniem dnia. Kuba i Ptyś na zawsze już mają ciepły kąt w moim sercu. Staruszki rekompensują nam naszą opiekę intensywną miłością, jakby chciały nadrobić stracony czas. Jednak najczęściej nie są nachalne w kontaktach ani uczuciach, a mimo to, otulają nas swoim oddaniem. To są drobne, delikatne gesty, podczas spaceru czy wypoczynku, to są oczy, w których każdy człowiek może zobaczyć nie tylko psią duszę, ale także siebie. Pies nie myśli o tym co będzie, dla psa liczy się teraźniejszość i to co dobre w danej chwili. Proszę więc wszystkich, którzy wahają się czy adoptować staruszka, nie czekajcie! Dla nich każdy dzień u boku kochającego człowieka, to szczęście.”