Walczymy o zdrowie Sisi

Pech nie opuszcza Sisi – tak miał zaczynać się ten wpis, ale właściwie nie jest to prawda – Sisi właśnie zaczyna wychodzić na prostą i mamy nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej.

Sisi to niewielka sunia, która większość swojego życia spędziła na terenie firmy produkcyjnej. Była tam dodatkiem. Jej życie nie było usłane różami – pewnie rodziła co cieczkę, a maluchy przeżywały lub nie. Walczyła o nie – z ostatniego miotu udało jej się wykarmić dwa, reszta prawdopodobnie zamarzła. Sunia tkwiłaby tam pewnie do dziś (chyba żeby wcześniej zginęła pod kołami auta 😔), gdyby nie przypadek. Przypadki jednak rządzą światem – w tym wypadku światem Sisi – pojawienie się Diany zmieniło wszystko.

Diana, poruszona losem Sisi i jej dwóch córek, nagrała film i wrzuciła do internetu, aby szukać pomocy dla gromadki. Film miał wiele udostępnień i lajków, ale chętni nie ustawiali się w kolejce. Jedna z córek skradła serce wolontariuszom naszego stowarzyszenia i już od kilku miesięcy rządzi na ich kanapie. Druga córka też znalazła dom. Na miejscu została Sisi i to spędzało nam sen z powiek 😔.

Najważniejsze w tym momencie było zabezpieczenie suni przed kolejnymi ciążami i mnożeniem bezdomności. Dzięki pomocy kilku bardzo bardzo zaangażowanych osób – udało się znaleźć dla Sisi dom na czas rekonwalescencji po zabiegu kastracji.

W przypadku tej dziewczyny nawet to nie mogło być proste – okazało się, że Sisi znów była szczenna, dlatego konieczne było wykonanie sterylizacji aborcyjnej 😔. Większa ingerencja, większa rana, dłuższe gojenie. Jednak dzięki Pani Joannie, która dała Sisi dom tymczasowy i wspaniale się nią opiekowała – sunia czuła się coraz lepiej.

Poszukiwania domu trwały intensywnie – niestety okres wakacyjny nie jest najlepszym na to czasem, ludzie zajęci są przygotowaniami do wakacji, poza tym Sisi to taki zwykły kundelek – nie yorczek, nie shih tzu… A to, że ma cudowny charakter i że jest wyjątkowa, tak bardzo się nie liczy. W pewnym momencie nawet pojawił się dom i wszystko wskazywało na to, że to będzie właśnie miejsce Sisi, ale pani nabrała wątpliwości…

Dodatkowo Pani Joanna z DT zauważyła u suni problem z uszami – po wizycie w lecznicy okazało się, że sprawa jest poważna – dwa tygodnie podawania leków, które bardzo dobrze podziałały, wczoraj zabieg. Na szczęście nie tak inwazyjny, jak początkowo myśleliśmy – udało się poszerzyć kanał słuchowy. Mamy nadzieję, że tu będzie dobrze.

Przy okazji narkozy do zabiegu Sisi miała wykonane także zdjęcie Rtg tylnej łapy, bo lekko nią zarzucała. No cóż… Sisi czeka kolejna operacja. Stare, źle zrośnięte złamanie – od kopnięcia, uderzenia lub potrącenia. Sunia jakoś sobie radzi, ale sprawia jej to ból, a będzie gorzej. Doraźnie miejsce zostało ostrzyknięte – powinno pomóc na jakiś czas, ale docelowo operacja jest konieczna.

Jesteśmy ogromnie wdzięczni Pani Joannie Sitow za to, że opiekuje się nadal Sisi, mimo że obiecała nam dom tymczasowy tylko na czas gojenia ran po kastracji 💙. Tego, że sunia będzie wymagała kolejnych zabiegów nie przewidzieliśmy 😥.

Zapytacie jak Sisi znosi to wszystko? Cudownie – jest niesamowicie dzielną i waleczną istotą, a dodatkowo ma w sobie radość, która zaraża – patrząc na nią wierzymy z całych sił, że uda nam się postawić ją na nogi tj. łapy i że jej los wreszcie odmieni się na lepsze 💙.

Sisi jest pod opieką Ostrowskiego Stowarzyszenia Miłośników Zwierząt, które pokrywa całkowite koszty jej leczenia, jest to możliwe, dzięki kwocie uzyskanej z Bazarek na podopiecznych OSMZ 💙. Dziękujemy 💙.