W lipcu na posesję Pani Patrycji, dzika kotka przyprowadziła swojego maluszka. Chyba szukała pomocy, bo kotek był chory.
Pani Patrycja szukała dla nich pomocy i tak trafiła do nas, a my obiecaliśmy wsparcie. Plan był taki, że najpierw leczenie malucha i po konsultacji z lekarzem weterynarii, kastracja mamy, a później poszukiwania domu dla malucha.
Na pierwszej wizycie koty zostały odrobaczone, a maluszek rozpoczął leczenie. Zaplanowano też termin zabiegu kastracji kotki. Ta jednak pewnego dnia zniknęła i już nie wróciła .
Został maluszek, który trafił do domu Pani Patrycji i tam już został .
Dziś, po czterech miesiącach to już dorodny kot, a właściwie prawdziwy tygrys i takie dostał imię .
Czas zabezpieczyć teraz Tygrysa, dlatego niedługo pojedzie na kastrację. A nam ukradkiem łezka pociekła, patrząc jak się zakończyła ta początkowo smutna historia.
Ostrowskie Stowarzyszenie Miłośników Zwierząt pokryło koszty leczenia, opłaci również koszty kastracji.
