Barry, adoptowany ze schroniska w Niedźwiedziu, jest już po dwóch udarach, z których udało się go wyprowadzić. Kilka dni temu, po nagłym ataku paniki w czasie burzy, zaczął mocno dyszeć i trząść się.
Trafił do weterynarza i tam dostał ataku padaczki. Szybko podano kroplówkę i wdrożono leczenie. Prześwietlenie klatki piersiowej nie wykazało nic niepokojącego – płuca i serce są w normie. Okazało się też, że ma w ciele śrut. Ktoś kiedyś do niego strzelał . Na szczęście ułożenie śrutu nie zagraża jego zdrowiu.
Barry czuje się coraz lepiej, wraca mu apetyt. W niedzielę udało mu się samodzielnie wejść po schodach i obserwować dzielnicowe życie ze swojego ulubionego miejsca.
Leczenie trwa, jego koszty pokrywa Ostrowskie Stowarzyszenie Miłośników Zwierząt.
