Około rok temu, niespodziewanie pojawił się nowy kot w miejscu karmienia wolno żyjących zwierząt. Nikt nie wiedział, skąd się wziął, ale szybko stał się częścią grupy. Choć chodził własnymi ścieżkami, zawsze wracał na czas karmienia, a z biegiem czasu zaczął podchodzić coraz bliżej do karmicieli.
Wszystko było w porządku, aż pewnego dnia kot zniknął na kilka dni. Kiedy wrócił, opiekunowie z przerażeniem zauważyli, że wygląda bardzo źle, a wokół niego unosi się straszny fetor. Nie zwlekali, skontaktowali się z nami i natychmiast zawieźli go do lecznicy.
Okazało się, że sytuacja jest bardzo poważna. W jego pyszczku znajdowała się zaawansowana zgnilizna – wszystkie zęby były zaatakowane przez infekcję, a silny stan zapalny dodatkowo wycieńczył jego organizm. Niestety, było już za późno, by mu pomóc w jakikolwiek sposób 🥺.
Jedyną rzeczą, jaką można było zrobić, to pozwolić mu spokojnie odejść, by nie cierpiał już dłużej….
Ktoś powie, że to zwykły kot, jeden z wielu, jednak dla opiekunów był ważny – dali mu imię – Krawat, karmili go, cieszyli się na jego widok, błyskawicznie zareagowali, kiedy działo się coś złego.
Dziękujemy, że byli przy nim do końca i starali się, by w ostatnich chwilach czuł się bezpiecznie 🖤.
To smutne pożegnanie jest kolejnym dowodem na to, jak ważna jest kastracja zwierząt, aby nie było niechcianych i cierpiących stworzeń.