Pan przygarnął kota. Jak to na wsi bywa koty pojawiają się znikąd. Kot krążył wokół domu i zawsze wracał. Tym razem również wrócił… ale ze zmiażdżoną łapą…
Pan niewiele myśląc wsadził kota do torby, wsiadł na rower i przejechał 11 km do weterynarza. Problemem okazały się pieniądze, bo pana nie było stać na operację…
Szukał pomocy wszędzie i tak trafił do nas, a kot błyskawicznie na stół operacyjny, bo nie można było czekać.
Jest po zabiegu, przy okazji został wykastrowany. Dziś wizyta kontrolna. Rany dobrze się goją i mamy nadzieję, że to już koniec złych przygód.
Ostrowskie Stowarzyszenie Miłośników Zwierząt sfinansowało koszty zabiegów.
