Fred, mimo wszystko szczęściarz

Fred to kot, którego historia brzmi jak scenariusz filmowy. Opowiedzieli nam ją jego opiekunowie – wspaniali ludzi, którzy pomogli bezdomnemu, zranionemu kotu i dali mu dom. Ostrowskie Stowarzyszenie Miłośników Zwierząt podarowało Fredowi kocią budkę.

Przeczytajcie:

Po ulicach naszego miasta przechadzał się bezimienny kot – pełen godności i dumy, choć głodny i zdany wyłącznie na siebie. Nie ufał ludziom. Z dystansu rzucił czasami w naszą stronę obojętne a zarazem przenikliwe spojrzenie. Z czasem pogoda stawała się coraz mniej przyjazna. Wiatr smagał zmoczone deszczem futro dzielnego kota. Zaczęłyśmy zostawiać dla niego na parapecie kocie saszetki, które szybko, rozglądając się nerwowo, zjadał. Wieczny tułacz spoglądał na nas przez okno z wdzięcznością i ruszał niezwłocznie w znanym tylko sobie kierunku. Odwiedzał nas codziennie. Temperatury bezlitośnie spadły znacznie poniżej zera a świat zaczęła okrywać gruba warstwa śniegu, na którym od kilku dni brakowało śladu kocich stópek. Gdzie podział się nasz mężny kot…? Pewnego dnia zjawił się znów na naszym parapecie. Znacznie szczuplejszy, z bardzo zmierzwionym, mokrym futerkiem, a przede wszystkim – bardzo smutny. Z błagalnym spojrzeniem pokazał zmiażdżoną łapkę. Kuśtykając, ledwie umknął przed kłami psa. Już nie poradzi sobie sam, potrzebuje pomocy! Pełen ufności, prowadzony ludzką ręką wszedł do transportera dla kotów, po czym pojechał prosto do weterynarza. Rehabilitacja odbywała się w domu, w którym już pozostał, gdyż skradł nasze serca. Fred siedzi spokojnie, znów dumny, wygrzewając się na parapecie w promieniach słońca, lecz teraz już … po drugiej stronie naszego okna.